Szamocin - Rośnie liczba kradzieży na polach. Rolnicy są bezsilni

Martin Nowak
M. Nowak
Ogrodnicy z okolic Szamocina muszą szybko zbierać dojrzałe warzywa, aby zdążyć przed złodziejami. Z roku na rok, proceder przybiera coraz większe rozmiary.

Dla szamocińskich ogrodników przyszedł czas na letnio-jesienne zbiory. Niestety, dojrzałe warzywa coraz częściej padają łupem złodziei. Rolnicy są bezsilni.
- Nasza praca idzie na marne i nikt się tym nie przejmuje - żalą się.

Szamocin od dawna określany jest mianem miasta siana i kapusty. Dlaczego? Oczywiście to proste, ze względu na duże obszary łąk, głównie położonych w pasie nadnoteckim oraz ze względu na duże ilości areału oddawanego pod uprawę właśnie warzyw.

Czytaj także: Chodziescy policjanci nagrodzeni za dobrą pracę. A jak ty ich oceniasz? [ZAGŁOSUJ]

Od lat, rolnicy też skarżą się na liczne kradzieże swoich plonów, co - jak mówią - pozostaje bez echa, gdyż szkodliwość rzekomo jest niewielka. Nie skarżyliby się pewnie, gdyby chodziło o zwykłe pachty - czyli drobne kradzieże, albo jak niektórzy mówią: częstowanie się owocami i warzywami. Bo kradzieże były, są i będą w sadach i ogrodach. Można powiedzieć, są wliczone w ryzyko. Bo przecież nie da się ogrodu zamknąć.

Jak mówią jednak rolnicy proceder przyjmuje niekiedy bardzo poważne rozmiary:
- Złodzieje kradną warzywa nawet na handel. Na moich polach, znika nawet kilkadziesiąt główek kapusty na dobę. Nikt mi nie powie, że ktoś to zjada - mówi jeden z rolników, który (zresztą, podobnie jak inni) chce pozostać anonimowy.

Według gospodarza do największych kradzieży dochodzi nocą lub wczesnym rankiem, a także w czasie deszczu i mgły. Wtedy to, chuligani nie spodziewają się zastać na polu właściciela.
- To złodzieje nas pilnują i jako pierwsi zbierają żniwa. Co roku okradają nas z kapusty, ziemniaków, kalafiorów, buraków i innych zbiorów - stwierdza ten sam gospodarz.

Czy można więc zapobiec kradzieżom? Na to pytanie, każdy ogrodnik wzrusza ramionami albo nerwowo macha ręką. Nie są w stanie zapewnić dozoru 24 godziny na dobę, bo wówczas nie opłacałyby się plantacje.

Złodziej jednak powinien pamiętać, że niekiedy naraża tych, którzy będą jedli kradzione warzywa na niebezpieczeństwo. Nie od dziś bowiem wiadomo, że rolnicy stosują różnego rodzaju środki chemiczne na poprawę plonów.
- Niekiedy przy zastosowaniu środka wymagana jest nawet 30-dniowa karencja. I przez ten czas za nic na świecie nie można ruszać warzyw, bo to trucizna, przez którą można trafić do szpitala - mówi miejscowy producent i dodaje, że już niejednokrotnie słyszał o tym, że jakieś osoby nagle zachorowały po zjedzeniu warzyw.

Działkowicze mają podejrzenia co do niektórych sprawców kradzieży, lecz wiadomo - same podejrzenia to za mało, złodzieja trzeba złapać na gorącym uczynku.
- Niektórzy na kradzież przyjeżdżają samochodami, co widać po śladach opon. Często kradną też spacerowicze, którzy czekają tylko na odpowiedni moment - opowiadają.

Działkowicze żalą się na złodziei, ale niestety rzadko zgłaszają kradzieże na policję. Machają ręką i żyją w przekonaniu, że prędzej czy później sprawa zostanie umorzona, ze względu na niewielką szkodliwość.
- Przeszedłem już raz taką drogę i zostałem z niczym - mówi jeden z gospodarzy i dodaje, że zaskakujące jest to, że mimo niskich cen warzyw, kradzieży jest coraz więcej.

Ziemia polskich rolników warta miliony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie