Starosta chodzieski Mirosław Juraszek: Wielkiej rewolucji nie planuję (WYWIAD)

ANK
Udostępnij:
Ze starostą Mirosławem Juraszkiem rozmawiamy o początku nowej kadencji, o tym, jak czuje się w nowej-starej roli szefa powiatowego samorządu, o planach na najbliższe lata i o tym, skąd weźmie pieniądze na ich realizację

Nadal urzęduje Pan w tym samym gabinecie, który zajmował Pan jako wicestarosta. Nie planuje Pan zamienić się biurami ze swoim niedawnym szefem, a obecnie zastępcą Julianem Hermaszczukiem?

Absolutnie nie, to przecież bez znaczenia. Zresztą dopiero dwa dni temu zorientowałem się, że ktoś zamienił już nasze nazwiska na drzwiach sekretariatu. Wcześniej w ogóle nie zwracałem na to uwagi.

Radna sejmiku wojewódzkiego Mirosława Rutkowska-Krupka mówiła na ostatniej sesji Rady Powiatu, że skoro nadal rządzą u nas ci sami starostowie, to nic się właściwie nie zmieniło.

To nie do końca prawda, choć żadnej wielkiej rewolucji robić nie zamierzam. Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało jakbyśmy mieli znaleźć się w zastoju, ale skoro jesteśmy dalej razem w tym samym duecie, to kontynuacja wspólnych działań jest jak najbardziej aktualna. Będziemy szukali ścieżek rozwoju dla powiatu, a jednym z głównych priorytetów będzie pozyskiwanie środków zewnętrznych. W 2019 roku budżet powiatu będzie wynosił około 51,5 miliona złotych. Bieżące wydatki wyniosą około 48 mln 230 złotych - to rzeczy, z których nie możemy zrezygnować, takie jak oświetlenie czy pensje. Do rozdysponowania na pozostałe potrzeby zostaje niecałe 2,5 mln złotych, czyli niespełna 5 procent budżetu. A przykładowo budowa kilometra drogi to koszt około miliona złotych. Musimy „wyskoczyć ze skóry”, żeby te nasze pieniądze pomnożyć dwu lub trzykrotnie, by móc zrobić jak najwięcej.

Pieniądze i ich brak to chyba bolączka każdego samorządu...

Podczas reformy samorządowej powiaty zostały niestety potraktowane bardzo powierzchownie; można nawet powiedzieć: pominięte. Nie mamy w zasadzie żadnego wpływu na kreowanie strony dochodowej, gospodarujemy jedynie subwencjami i dotacjami, a jednocześnie stale przybywa nam obowiązków. Oczywiście nie jesteśmy od narzekania i musimy gospodarować tym, co jest, w interesie rozwoju powiatu i jego mieszkańców; również w interesie pracowników.

Jednym z aktualnych tematów, na które już zwróciłem uwagę i który nurtuje radnych, są minimalne pensje, w które w wielu przypadkach wliczony jest niestety dodatek stażowy. Robimy analizy, jak można tę kwestię rozwiązać. Od kilku lat małymi kroczkami staraliśmy się podwyższać wynagrodzenia, przydzielając poszczególnym jednostkom statystycznie wyliczone na etat kwoty, które potem dyrektorzy mieli za zadanie rozdysponować według regulaminu i własnej oceny pracowników. Mamy oczywiście świadomość, że kwota, którą jesteśmy w stanie „podać” do jednostek, nie jest wystarczająca. Problem jest, niestety, dużo głębszy. Rząd, podwyższając pensję minimalną, poprawia byt osób najmniej zarabiających, ale nie myśli przy tym o całej reszcie. W efekcie dochodzi do tego, że różnica w wynagrodzeniach nowego pracownika i osoby z dużo większym stażem ulega „spłaszczeniu”. Stąd np. dla funkcjonowania oświaty, oprócz subwencji, która jest według mnie źle naliczana, konieczne jest dokładanie dodatkowych pieniędzy. W naszym przypadku jest to w tym roku 1,7 mln złotych (na grudzień). W przyszłym roku będzie, jak wiele wskazuje, podobnie.

A Pan będzie musiał szukać tych pieniędzy.

W tej pracy zawsze się myśli, skąd wziąć pieniądze. Źródła finansowania są określone ustawami, powiat nie kreuje polityki dochodowej. Zaczynam kadencję od troski, by jakoś zrównoważyć nasze możliwości, działanie zgodnie z przepisami i troskę o pracowników. To dla mnie ważne ze względu na szacunek i uznanie jakim ich darzę, ale także przez wzgląd na funkcjonowanie starostwa. Gminy mają korzystniejsze możliwości wynagradzania i przez to „wyłuskują nam” pracowników. Można powiedzieć, że jesteśmy kuźnią kadr dla naszego otoczenia.

Korzystając z okazji, chciałbym podziękować pracownikom starostwa i naszych jednostek „satelitarnych” za dotychczasową sumienność, zaangażowanie i lojalność, a przy tym wyrozumiałość wobec wszystkich okoliczności, które mogą wpływać na komfort i zadowolenie z wykonywanej pracy.

Co jeszcze ma Pan w planach?

Spraw, którym chciałbym poświęcić uwagę, jest sporo. Bardzo liczę na Fundusz Dróg Samorządowych, którego projekt przedłożył minister infrastruktury. Drogi to przecież niezbędny „nerw” dla rozwoju powiatu, a biorąc pod uwagę nasz budżet, mamy niestety w tej kwestii ograniczone możliwości. Potrzeb jest natomiast bardzo dużo, bo zarządzamy ponad 170 kilometrami dróg.

W dwóch poprzednich kadencjach bardzo pozytywne rezultaty przynosiła aktywizacja seniorów i uważam, że warto otwierać się na to środowisko ze względu na wiedzę i doświadczenie, jakie można od seniorów pozyskać, ale też ze względu na ich zaangażowanie w sprawy powiatu. Mamy w powiecie zarejestrowanych ponad 170 stowarzyszeń. To bardzo potężna siła, z którą warto współpracować. Wśród tych organizacji szczególnie cenię sobie te, które zajmują się profilaktyką zdrowotną, wspierają osoby wykluczone i z różnego rodzaju deficytami.

Jeśli jesteśmy już przy temacie zdrowia, to warto wspomnieć, że mamy zamiar przeznaczyć około 300 tysięcy złotych na elektroniczną dokumentację medyczną. Nasz szpital przygotowuje się do „przejęcia” pogotowia ratunkowego i zakupił już jedną karetkę, a wkrótce konieczny będzie zakup kolejnej, w którym będziemy partycypować.

Ponadto chcemy stawiać na dalszy rozwój szkolnictwa zawodowego. Uważam, że warto stwarzać możliwości, dzięki którym nauka zawodu stanie się dla młodzieży jeszcze bardziej atrakcyjna i dostępna. Zresztą współpraca z młodzieżą, pomaganie jej w rozwijaniu pasji i wspieranie młodych talentów zawsze były dla mnie bardzo ważne. To się na pewno nie zmieni.

Ale teraz, jako starosta, będzie miał Pan chyba trochę mniej czasu na to, by osobiście angażować się np. w występy uczniowskich teatrów.

Jest takie powiedzenie, że najmniej czasu ma ten, co nic nie robi. Myślę, że wiele zależy od mądrej organizacji. Oczywiście w minionej kadencji, gdy większa odpowiedzialność kierownicza spoczywała na staroście Julianie Hermaszczuku, miałem więcej okazji do realizowania swoich pasji. Dzisiaj to się zmieniło i to ja odpowiadam swoją osobą i majątkiem za politykę ekonomiczną w powiecie. To jest obecnie moje najważniejsze zobowiązanie. Na szczęście jak już podkreślałem, mamy w starostwie wspaniały, bardzo doświadczony i sumienny zespół, na którym możemy z panem Hermaszczukiem polegać. Daje to duży komfort, ale nie zwalnia z obowiązku kontroli i czujności - niezależnie od tego, czy chodzi o niewielkie przedsięwzięcia, czy o kwestie strategiczne dla danego roku budżetowego, a nawet dla całej kadencji.

Skoro mówi Pan tyle o współpracy, to jak odniósłby się Pan do słów radnych Porozumienia Chodzieskiego, którzy twierdzą, że Koalicja Obywatelska i Forum Samorządowo-Ludowe zagarnęły i podzieliły między siebie całą władzę w powiecie?

Nie chciałbym nikogo urazić, ale według mnie radni startujący w wyborach raczej nie robili tego z powodów finansowych. Trudno wobec tego mówić o jakimś „dzieleniu łupów”. Sam uważam się za społecznika, a nie za polityka. Myślę, że gdybym nawet w jakimś momencie przestał być radnym, to nie byłaby to dla mnie przeszkoda aby dalej działać społecznie. Bardzo chciałbym każdemu z radnych dać odpowiedzialne zadanie, aby mógł się realizować i spełniać swoje ambicje. Chciałbym, żebyśmy znaleźli płaszczyznę do porozumienia i współpracy. Wiem, że radni złożyli wobec swoich wyborców różne deklaracje. Prawdopodobnie nie wszystkie te obietnice uda się nam wspólnie zrealizować, ale zależy mi, żeby do skutku doszły te najistotniejsze z punktu widzenia mieszkańców.

Pandemia sprzyja robotyzacji

Wideo

Dodaj ogłoszenie