Sprzątanie Bolemki w Chodzieży: 30 osób oczyszczało rzeczkę w czynie społecznym. Zebrali 15 worków śmieci

Redakcja
Śmieci i gruz, które zapełniły 15 worków i przyczepę - tyle udało się wyłowić z Bolemki uczestnikom sobotniej akcji oczyszczania rzeczki, której pomysłodawcami byli mieszkańcy Chodzieży: Kaja Zielińska i jej mąż Piotr

Kiedy Kaja Zielińska postanowiła „rozkręcić” akcję sprzątania Bolemki, nie przypuszczała, że okaże się ona takim sukcesem. Na rzucone przez nią hasło odpowiedziało 30 osób. Wbrew pozorom - całkiem sporo, bo zadanie oczyszczenia rzeczki nie było ani łatwe, ani przyjemne.

Sama akcja odbywała się zaś w sobotnie popołudnie, kiedy większość z nas myśli już raczej o odpoczynku, niż o pracy. Mimo to ludzie przyszli, a brodzenie przez dwie i pół godziny w wodzie i mozolne przeszukiwanie dna przyniosło niespodziewane efekty. Uczestnicy akcji zapełnili swoimi „znaleziskami” aż 15 worków na śmieci. Wyłowili też tyle gruzu, że zajął on całą przyczepę.

Udało im się dotrzeć aż do mostka koło „Lewiatana”, ale zdecydowanie najwięcej śmieci znajdowało się tam, gdzie rozpoczęto sprzątanie - czyli w okolicach tak zwanego „mostka zakochanych”. Oprócz licznych butelek wyłowiono stamtąd między innymi: but, okulary korekcyjne, kasetę magnetofonową i płytę winylową. Ponadto w wodzie znajdowała się kierownica od motoroweru, róg - prawdopodobnie byka oraz przedmiot, który swoim wyglądem przypominał ster łódki.

- I tak mieliśmy ułatwione zadanie, bo jeszcze przed naszym przybyciem kawałek terenu posprzątali wędkarze z chodzieskiego koła PZW - mówi Kaja Zielińska.

Jak wpadła na pomysł zorganizowania akcji?
- Głównym pomysłodawcą był tak naprawdę mój mąż Piotr. To on powiedział mi, że warto byłoby coś zrobić w kierunku posprzątania Bolemki, a ja za namową córki Antosi postanowiłam działać - tłumaczy chodzieżanka.

Do pomocy para namówiła między innymi swoich znajomych z budzyńskiego „Sokoła”. Przyszli też strażacy z OSP Chodzież, którzy bardzo pomogli nie tylko przy wyciąganiu gruzu, ale też przy opatrywaniu drobnych skaleczeń. Przyczepę na gruz podstawił Tadeusz Dąbrowicz - właściciel firmy zajmującej się utrzymaniem zieleni. Jego firma wykosiła też część trawy nad brzegiem rzeczki i wywiezie zebrane odpady. Koszty wziął na siebie Urząd Miejski, który dodatkowo przekazał gadżety - upominki dla sprzątających.

- Wszystkim należą się ogromne podziękowania. Bez ich pomocy by się nie udało... - podkreśla Kaja Zielińska.

Z kolei z inicjatywy Doroty Marciniak z Towarzystwa Miłośników Ziemi Chodzieskiej na miejscu pojawił się archeolog Piotr Alagierski, który w krótkich słowach wyjaśnił uczestnikom akcji, na jakie przedmioty powinni zwrócić szczególną uwagę pod kątem ich ewentualnej wartości historycznej.

W czasie powstania wielkopolskiego koryto Bolemki stanowiło naturalny „okop” dla powstańców, idących na Chodzież. Zmierzając w stronę rzeźni miejskiej, ukrywali się w nim przed niemieckim ostrzałem.

- Gdyby nie to, że była zima i Bolemka była zamarznięta, losy bitwy o Chodzież mogłyby potoczyć się inaczej. Powstańcy zostaliby prawdopodobnie wytrzebieni, bo z dotychczasowych odkryć wynika, że Niemcy strzelali do nich nie tylko z karabinów, ale również z cięższej broni - mówiła Dorota Marciniak.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Dodaj ogłoszenie