Porcelana w Chodzieży: W latach 70. nasze zakłady były prawdziwą potęgą! [ZDJĘCIA]

Olga Żądło
Olga Żądło
Mija właśnie osiem miesięcy od zamknięcia ostatniego Zakładu Porcelany przy ul. Kasprzaka. Przypominamy naszą fabrykę z lat 70. "Porcelana" była wtedy prawdziwą potęgą i jednym z największych pracodawców w całym ówczesnym województwie pilskim. Przypominamy rozmowę z Dorotą Marciniak z TMZCh.

W latach 70-tych chodzieska „Porcelana” była prawdziwą potęgą. Zatrudniała 3 tysiące osób i była jednym z największych - o ile nie największym - pracodawcą w całym byłym województwie pilskim. Jak to się stało, że z czasem zaczęła podupadać i z Chodzieży zaczęły „znikać” kolejne zakłady?

Jeszcze przed pojawieniem się pierwszych informacji o zwolnieniach w fabryce, a wreszcie – o planach jej zamknięcia, temat „Porcelany” wzięła na swój warsztat Dorota Marciniak z Towarzystwa Miłośników Ziemi Chodzieskiej. Sama była przez wiele lat związana zawodowo z Chodzieskimi Zakładami Porcelany i Porcelitu. Po studiach na wydziale ceramicznym krakowskiej AGH, w 1970 r. przyjechała do Chodzieży aby odpracować 3-letnie stypendium fundowane. Była to wtedy częsta praktyka zakładów, które chciały pozyskać kadrę. Praca wciągnęła ją na tyle, że w ChZPiP pozostała aż do 1993 roku. 

Pani Dorota była naocznym świadkiem rozkwitu chodzieskiej „Porcelany”. Teraz chce opisać jej historię i przeanalizować przyczyny jej upadku. Nie jest to – jak przyznaje – łatwe zadanie. Danych jest wprawdzie dużo, ale trudno o jednoznaczne oceny. Przykład? Dawniej wielkość produkcji podawano w aż trzech różnych wartościach: jako ilość wyprodukowanych sztuk, jako tonaż i jako wartość w złotówkach.

- Trudno znaleźć obiektywny miernik, bo tona porcelany stołowej i technicznej to nie to samo. Trudno też porównać małą filiżankę i duży młynek, a przecież w obu przypadkach mówimy o jednej sztuce. Z kolei wartość w złotych jest obarczona błędem inflacji. Dodatkowo rachunek ekonomiczny był „zaciemniony” przez stosowanie cen regulowanych, dotacji, nakazów dotyczących asortymentu produkcji i tym podobnych – tłumaczy Dorota Marciniak.

To, co da się powiedzieć na pewno: Najlepszym okresem dla „Porcelany” były lata 70-te, a w szczególności lata 1976 i 1977. Nasze zakłady zatrudniały wtedy najwięcej osób w swojej historii (w 1977 roku - 3033 pracowników) i osiągały najlepsze wyniki pod względem produkcji. Ta ostatnia w 1977 roku wynosiła aż 7910 ton. W porównaniu z poprzednim rokiem odnotowano wówczas ok. 11,5-procentowy wzrost - i to pomimo różnych zawirowań wywołanych inwestycjami, jakie miały miejsce na terenie zakładów.

Nowoczesność w dawnych murach

W latach 1976 i 1977 zarząd zakładów tworzyli: dyrektor Jan Baczyński, zastępca dyrektora ds. produkcji T. Bednarczuk, zastępca dyrektora ds. pracowniczych Józef Koput, zastępca dyrektora ds. ekonomicznych i główny księgowy Zdzisław Ewertowski, zastępca dyrektora ds. handlowych Edmund Nowak, zastępca dyrektora ds. rozwoju Tadeusz Borowiak i zastępca dyrektora ds. produkcji maszyn ceramicznych A. Sieroński.

Przedsiębiorstwo było – teoretycznie - samodzielne, ale w praktyce podjęcie jakiejkolwiek decyzji wymagało uzyskania wielu zgód. Powodem był fakt, że od 1 stycznia 1973 r. Chodzieskie Zakłady Porcelany i Porcelitu wchodziły w skład przedsiębiorstwa-kombinatu o nazwie Zjednoczone Zakłady Ceramiki Stołowej „Cerpol” w Wałbrzychu, podlegającego Zjednoczeniu Przemysłu Szklarskiego i Ceramicznego w Warszawie, a to z kolei podlegało Ministerstwu Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych. Oprócz typowej produkcji ceramicznej w Chodzieży produkowano lak, stemple i kalkę dla innych zakładów „Cerpolu”.

Być może nie każdy wie, że w tamtym czasie na terenie Chodzieży działało tak naprawdę 5 zakładów. Chodzieskie Zakłady Porcelany i Porcelitu obejmowały Zakład nr 1 (produkujący kubki, filiżanki, garnitury porcelanowe), Zakład nr 2 (produkujący porcelit stołowy i galanterię), Zakład nr 3 (produkujący porcelanę stołową i galanterię), Zakład nr 4 (który był wydzielony z Zakładu nr 1 i produkował porcelanę techniczną, elektrotechniczną i laboratoryjną) oraz Zakład Maszyn Ceramicznych, który powstał z dawnej bazy remontowo-budowlanej. Jako całość „Porcelana” miała zatem niejednolitą strukturę.

Najnowocześniejszy był Zakład nr 3, który powstał w 1965 roku. Z kolei „Jedynka” była modernizowana, ale jej układ architektoniczny kłócił się z ówczesnym modelem produkcyjnym. Był to piętrowy budynek, co niestety utrudniało pracę i przyczyniało się do powstawania braków. O zachowaniu budynku zdecydował sentyment - chciano wprowadzić nowoczesność w dawne mury. Patrząc na sprawę ze współczesnego punktu widzenia, należałoby wybudować zupełnie nowy obiekt – mówi Dorota Marciniak.

- Warto przy tym przypomnieć, że Zakład nr 3 miał w pierwotnym planie zastąpić przestarzały Zakład nr 2, ale już w trakcie inwestycji ktoś zadecydował, by jednak przystosować budujący się zakład do produkcji porcelany, a porcelit produkować w dalszym ciągu w starym obiekcie – dodaje.

Jak przyznaje Dorota Marciniak, jednym z największych mankamentów związanych z pracą chodzieskich fabryk była jakość ich wyrobów. Porcelany gatunku I, który podlegał najostrzejszej selekcji, było tylko około 30 procent, a braki stanowiły na ogół ok. 20 procent. Dekorowany był tylko gatunek I i II.

- Przyczyn problemów związanych z jakością wyrobów było wiele: między innymi niesprawne urządzenia, braki zaopatrzeniowe, ale też lekceważące podejście niektórych pracowników do zasad technologicznych – tłumaczy Dorota Marciniak.

ChZPiP wydawały sporo pieniędzy na remonty, ale były to w większości prace związane z „podtrzymywaniem przy życiu” sypiącego się parku maszynowego.

Imprezy i wczasy zakładowe – to było coś!

W „Porcelanie” - wbrew powszechnej opinii – nie pracowały jedynie kobiety, choć to one tworzyły ponad połowę załogi. Około 10 proc. osób zatrudnionych w latach 1976 i 1977 stanowili pracownicy umysłowi.

Warunki pracy były skrupulatnie badane, a sfera socjalna – wyjątkowo bogata. Przedsiębiorstwo posiadało własną służbę zdrowia: laboratorium analityczne oraz gabinety lekarskie (stomatologiczne, radiologiczne i fizykoterapeutyczne). Miało ośrodek wczasowy w Sobieszewie koło Gdańska i ośrodek wypoczynkowy w Margoninie. Organizowało wymiany z NRD, obozy, kolonie, wycieczki dla dzieci oraz szereg imprez kulturalno-artystycznych.

Przy „Porcelanie” funkcjonowały 2 przedszkola, żłobek, świetlica dziecięca, stołówka wydająca 700 obiadów dziennie i 300 posiłków regeneracyjnych, kioski spożywcze, ogródki działkowe. Zakład posiadał też własne budownictwo mieszkaniowe, obejmujące łącznie ok. 300 mieszkań zakładowych.

Pomimo niebagatelnych kosztów związanych z utrzymaniem tego wszystkiego, w 1976 roku chodzieskim zakładom udało się wypracować 13-milionowy zysk. Już rok później odnotowały jednak ponad 14-milionową stratę. Na tę ostatnią wpłynęło wiele czynników: m.in. zmiany przepisów płacowych i podatkowych, wzrost kosztów materiałów (najlepsze sprowadzano z zagranicy) oraz podejmowane inwestycje.

Porcelana w Chodzieży: W latach 70. nasze zakłady były prawd...

Jest rozporządzenie ws. szczepień sportowców

Wideo

Dodaj ogłoszenie