Nauczyciel Roku 2021: „Jestem niespokojny o polską szkołę”. O tym, co ważne w edukacji rozmawiamy z Dariuszem Martynowiczem

Magdalena Konczal
Magdalena Konczal
O problemach polskiej edukacji, budowaniu relacji z uczniami i początkach nauczycielskiej kariery rozmawiamy z Dariuszem Martynowiczem.
O problemach polskiej edukacji, budowaniu relacji z uczniami i początkach nauczycielskiej kariery rozmawiamy z Dariuszem Martynowiczem. Archiwum prywatne Dariusza Martynowicza
Udostępnij:
Na lekcjach pokazuje, że literatura sprzed kilkuset lat może być aktualna także dzisiaj. Ostatnio na przykład poprosił uczniów o uwspółcześnienie „Romea i Julii”. Odważnie mówi o tym, co boli go we współczesnej szkole: brak podmiotowości nauczania, spychanie tematu edukacji na dalszy plan i ciągłe reformy, które w rzeczywistości nic nie zmieniają. Rozmawiamy z Dariuszem Martynowiczem – Nauczycielem Roku 2021.

Podczas Gali Nauczyciel Roku 2021 dziękowałeś przede wszystkim swoim uczniom. Mówiłeś o tym, że starasz się być dla nich przede wszystkim towarzyszem. Co to dla Ciebie znaczy?
Być towarzyszem to przede wszystkim słuchać tego, co uczeń ma do powiedzenia, wykazywać się wyrozumiałością i otwartością na jego potrzeby. Według mnie to jest bardzo ważne, ponieważ w polskiej kulturze szkolnej dobry nauczyciel zazwyczaj kojarzy się z nauczycielem nadmiernie wymagającym, stosującym metody zastraszające uczniów.

Natomiast autorytet można budować zupełnie inaczej. Młodzi ludzie są naprawdę wspaniali i kreatywni, ale mają też swoje problemy, w które warto się wsłuchać. Nauczyciel-towarzysz nie postawi więc dziecku jedynki bez możliwości poprawy, gdy ono nie odda pracy w terminie, ale da mu szansę, porozmawia z nim, zapyta się, dlaczego dany uczeń tej pracy nie napisał. Reszta leży po stronie ucznia.

W jaki sposób Ty towarzyszysz młodym ludziom?
Na przykład w trakcie pandemii, widząc, co się dzieje z uczniami i uczennicami, z moją klasą wychowawczą zorganizowałem tzw. wieczorówki z Darkiem. To były nieobowiązkowe, sporadyczne spotkania online, podczas których po prostu sobie rozmawialiśmy na różne tematy. Odpuszczałem ciągłe sprawdziany, czy kartkówki na czas. Ważniejsza była dla mnie inwestycja w prace projektowe uczniów.

Najważniejszym elementem towarzyszenia jest dla mnie jednak szacunek względem ucznia i traktowanie go jako osoby, której problemy są ważne. Czasami jest tak, że to, co dla nas nie jest żadnym problemem, dla ucznia będzie czymś bardzo trudnym, wręcz całym światem – ważne jest, żeby to dostrzec i zrozumieć.

W polskiej szkole klasy są przepełnione, mam wrażenie, że wówczas trudno dostrzec problemy i wyzwania poszczególnych uczniów i być nauczycielem-towarzyszem…
Tak, właśnie dlatego podczas wystąpienia przepraszałem moich uczniów i uczennice, których nie zauważyłem. Dla mnie jako nauczyciela wciąż sporym problemem jest liczebność klas i przekonanie, że mimo moich ambicji i chęci nie jestem w stanie dobrze każdego poznać.

W tym momencie mam 32-, 34-osobowe klasy, kilka lat temu zdarzały się takie, które liczyły nawet 38- czy 39 uczniów. Wiadome jest, że czterdzieścioro dzieciaków nie da się objąć wzrokiem i nie do końca możliwe jest też to, żeby objąć ich również sercem. Czasami czuję, że uczniowie są dotknięci, kiedy nie pamiętam ich imion, ale w jaki sposób je zapamiętać, gdy dostaję dwie nowe klasy, gdzie w każdej z nich jest po 35 osób? To może banalny obrazek, ale dla mnie naprawdę duże wyzwanie.

A jak wyglądają lekcje prowadzone przez Nauczyciela Roku 2021?
Podstawą moich lekcji jest rozmowa. Chcę, żeby na zajęciach z języka polskiego uczniowie mieli możliwość wyrażenia swojego zdania, podzielenia się tym, co myślą, oceniania i krytykowania. Natomiast dla mnie bardzo istotną kwestią w edukacji jest to, żeby nie być zafiksowanym na jednej metodzie, stawiam na różnorodność.

Czasami są u mnie lekcje, kiedy jak natchniony staję, trzymając książkę i czytam „Wielką Improwizację” Mickiewicza. Wtedy analizujemy zdanie po zdaniu. Ale bardzo często robię lekcje projektowe. Kiedyś usłyszałem taką myśl, która jest we mnie do dziś: jeżeli nauczyciel jest po kilku lekcjach spocony, to znaczy, że coś zrobił źle.

Zgadzam się z tym stwierdzeniem, ponieważ uważam, że lekcja powinna być przestrzenią, w której dominuje nie nauczyciel, ale właśnie uczeń. To on jest podmiotem. Właśnie dlatego na moich lekcjach uczniowie bardzo często coś projektują.

Jak to wygląda w praktyce?
Czasami są to małe rzeczy. Na przykład ostatnio omawialiśmy „Romea i Julię”, a uczniowie mieli zaprojektować, jak rozmowa bohaterów wyglądałaby współcześnie.

Podzieliłem ich na grupy, każda z nich miała przygotować konkretny dialog i umiejscowić go w jakiejś scenerii. Wyszły z tego bardzo ciekawe prace, bo jedni przedstawili tę rozmowę podczas domówki, inni stwierdzili, że współcześni Romeo i Julia komunikowaliby się przez Messengera.

Metody projektowe są mi bardzo bliskie. Często wykorzystuję gry terenowe i nowoczesne technologie. Na moich lekcjach pozwalam uczniom używać telefonów – uważam, że to narzędzie może być współcześnie dużym sprzymierzeńcem nauczyciela, bo daje dużo możliwości. Z jednej strony daje możliwość unowocześnienia metod nauczania, z drugiej strony pokazuje nauczyciela jako osobę, która jest bliżej świata młodych ludzi. Przed nami lekcje o młodzieżowym slangu, a przy okazji omawiania monologów romantycznych zamierzam sięgnąć do świata polskich youtuberów.

Czyli nie ma jednej skutecznej metody?
Według mnie nie. Najlepszym podręcznikiem do metodyki są umysł i serce nauczyciela. Mnie umysł i serce podpowiadają, że trzeba stawiać po prostu na różnorodność. Chodzi też o to, żeby stworzyć sytuacje, które są dla ucznia wyzwaniem. Szybko może się okazać, że stosowanie jednej i tej samej metody będzie dla uczniów żmudne i zbyt łatwe, a przecież w szkole chodzi też o to, żeby młody człowiek mierzył się z wyzwaniami i się rozwijał.

Jak to się w ogóle stało, że zostałeś nauczycielem?
Zauroczyłem się w mojej polonistce z liceum (śmiech). Nie, no, żartuję. A mówiąc serio, to właśnie ona mnie rozkochała w literaturze polskiej. Jak wchodziła na lekcje, czułem, że znajduję się w innym świecie. Widząc jej pasję, zaangażowanie i metody pracy, pomyślałem sobie, że to bardzo ciekawy zawód, bo można robić coś drobnego, ale jednak ważnego dla świata. I tak to się zaczęło. Czasami zadasz uczniom pytanie, które pracuje w ich życiu dłużej niż 45-minutowa lekcja. Bywa, że i kilka lat.

A co było później?
Zacząłem studiować polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Następnym oczywistym dla mnie wyborem była szkoła. Chciałem uczyć. Dzięki różnym zbiegom okoliczności wylądowałem w najlepszym rankingowo liceum w Krakowie, co było dla mnie dużym wyzwaniem.

Oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego, że nie będzie łatwo, zarobki były i są bardzo niskie. Natomiast jest w tym zawodzie coś, co mnie pociągało i wciąż, mimo kilkunastu lat pracy, czuję w sobie pasję. Aczkolwiek trudno mi powiedzieć, jak długo jeszcze będę nauczycielem.

Dlaczego? Czy chodzi o zmiany, związane z zawodem nauczyciela?
Dla mnie to jest duży problem, ponieważ w przypadku nauczyciela polonisty proponowane zmiany oznaczają wykonywanie pracy ponad swoje siły. W liceum funkcjonuje tzw. uśrednienie. Jeżeli nauczyciel uczy klasy maturalne, to nie dostaje za nie wynagrodzenia w maju i w czerwcu. W praktyce wyrobienie 18 godzin przy tablicy, które są tylko częścią naszej pracy, realnie oznacza ponad 20 godzin tablicowych.

Podwyższenie pensum do 22 godzin w przypadku nauczyciela języka polskiego oznacza średnio 24 lub 25 godzin przy tablicy plus okienka, bo rzadko zdarza się przecież tak, by lekcje były jedna po drugiej. A więc taki nauczyciel średnio będzie poświęcał 28 godzin na lekcje i ewentualne zastępstwa. Pan minister Czarnek chce jeszcze, żebyśmy przez osiem godzin byli w szkole do dyspozycji rodziców i uczniów. A gdzie sprawdzanie prac? Gdzie czas na przygotowanie się do każdej lekcji?

I jak w tym wszystkim zobaczyć ucznia…
Przed chwilą mówiliśmy o indywidualizacji nauczania. Nie da się jej wprowadzić w życie, jeśli do trzech klas przychodzi się z tymi samymi materiałami do prowadzenia lekcji. Jedna klasa potrzebuje ćwiczeń komunikacyjnych, inna ma trudności z pisaniem. Jeśli proponowane zmiany zostaną wprowadzone, to nauczyciel nie będzie miał czasu na żadną autorefleksję.

Moim zdaniem przez to wszystko najlepsi nauczyciele odejdą ze szkół i poszukają pracy gdzie indziej, bo nie będą w stanie sprostać tym wymaganiom. Różnice między 35 godzinami i średnimi zarobkami a 40 godzinami w firmach prywatnych i niemalże dwukrotnie wyższymi zarobkami jest praktycznie żadna.

Z drugiej strony wielu nauczycieli straci pracę. W moim zespole polonistów nie ma nikogo w wieku emerytalnym. Podniesienie pensum oznacza zwolnienie nauczycieli, przede wszystkim tych najmłodszych. Nie potrafię spojrzeć optymistycznie na to, co dzieje się w polskiej edukacji.

Co uważasz na temat zwiększenia roli kuratorów w szkołach?
Ja zawsze wierzyłem w szkołę opartą na kulturze relacji i dialogu. Proponowane zmiany, które mają być obecnie procedowane w sejmie, budzą mój duży niepokój, ponieważ one sprowadzają się do tego, że w szkołach będzie obecna jeszcze większa opresja wobec niepokornych dyrektorów, przy jednoczesnym wzmocnieniu roli kuratora oświaty.

Obecnie o tym, z kim dzieci mają zajęcia pozalekcyjne, decydują po prostu rodzice. Szkoła zaprasza daną organizację, a rodzice mogą wyrazić zgodę, czy chcą, by dziecko uczestniczyło w takich zajęciach, czy nie.

Natomiast w proponowanych przepisach wszystkie pomysły nauczycieli na działania pozalekcyjne, a więc także zajęcia prowadzone przez różne organizacje, będą musiały najpierw uzyskać aprobatę kuratorium. Skończy się to tym, że nauczyciele i rodzice nic nie zorganizują, bo będą się bali, stracą motywację albo po prostu kurator nie wyrazi zgody na takie zajęcia.

8 grudnia odbędzie się protest pod sejmem o nazwie „Pogrzeb polskiej edukacji”. Będziesz tam?
Aktualnie jestem chory i przebywam na zwolnieniu, ale niewątpliwie popieram osoby, biorące udział w proteście i jestem niespokojny o to, co będzie się działo z polską szkołą. Każdy ma prawo realizować swoją wizję edukacji i ja to szanuję. Nie jestem nastawiony przeciwko komuś. Absolutnie. Czasami jest też tak, że nie zawsze dany pomysł da się ocenić jednoznacznie, dobrze lub źle.

Natomiast proponowane projekty, które dotyczą kuratorów i odpowiedzialności karnej dyrektorów, nie rozwiązują żadnych szkolnych problemów. Chodzi w nich o to, żeby kurator oświaty mógł odwołać dyrektora pod pretekstem niewypełnienia zaleceń pokontrolnych.

Jest cień ryzyka, że te przepisy będą stosowane do pozbywania się dyrektorów, którzy są niewygodni. Uważam, że warto by było zająć się tym, co jest największym problemem polskiej szkoły, czyli kwestią refleksji na temat oceniania, przeładowanych podstaw programowych czy wynagrodzeń nauczycieli.

I może jeszcze tym, że zawód nauczyciela nie jest dziś atrakcyjny dla młodych ludzi…
Tak, coraz mniej osób chce uczyć w szkole. Praca, która kiedyś mogła się wydawać wymarzona, przestaje być w ogóle przedmiotem zainteresowania, a planowane zmiany mogą tylko pogłębić ten problem. Będzie więcej presji, strachu, a mniej podmiotowości, a więc i kreatywnych, własnych działań.

Średnia wieku polskiego nauczyciela to 47 lat, od kilku lat utrzymuje się taka tendencja, że jest bardzo mało młodych nauczycieli, a w szkole zostają ci, którzy mogliby przejść na emeryturę, czasami na dramatyczną prośbę dyrektora, który nie ma kim obstawić kluczowych przedmiotów, takich jak matematyka czy język polski. Mnie jest smutno, bo nasz głos – zwykłych praktyków i nauczycieli – nie jest brany pod uwagę.

Wcześniej było lepiej?
To nie jest kwestia, niestety, tego jednego konkretnego rządu. Tak jest od dawna. Jeszcze w latach 90. edukacja była piątym kołem u wozu i zawsze rządzący lekceważyli to, co my mówimy na temat szkoły, trendów, nowoczesnych metod.

Jestem członkiem grupy Superbelfrzy, która zaczęła upowszechniać nowoczesne techniki w edukacji. My już od 2010 roku mówiliśmy o tym, że w szkołach powinna nastąpić cyfryzacja i ważne jest to, żeby nowoczesne technologie miały swoje miejsce w praktyce edukacyjnej. Prawda jest taka, że te trendy zaczęły się tworzyć kilka lat temu, a zupełnym przełomem była edukacja zdalna, która wymusiła wejście nowoczesnych technologii do szkół.

Mam wrażenie, że od wielu lat jesteśmy niewysłuchiwani. To jest tak, że rządzący nas teraz nie słuchają, natomiast politycy opozycji chcą bronić polskiej szkoły, wspierać nauczycieli i dać im duże podwyżki. A gdzie byli w czasach, gdy sami rządzili?

A co uważasz na temat wcześniejszych emerytur dla nauczycieli?
Nauczyciel powinien mieć wybór, czy chce pójść na wcześniejszą emeryturę, czy nie. I ten wybór powinien być zawsze. Znam wielu takich ludzi, którzy nie skorzystają z tego prawa, a wówczas zwalniani będą najmłodsi, czyli ci, którzy w edukacji są najbardziej potrzebni. Pewnie zdarzą się szkoły, w których część nauczycieli skorzysta z wcześniejszych emerytur i dzięki temu uda się uratować czyjś etat, natomiast jestem przekonany, że będzie mnóstwo placówek, w których tak się nie stanie.

Wyobraźmy sobie nauczyciela wychowania fizycznego czy języka polskiego, który ma 65 lat. Praca w szkole nie polega na spokojnym pisaniu artykułów naukowych. Trzeba być czujnym, uważnym, reagować na niebezpieczne zachowania. Czasami jedna lekcja potrafi człowieka zmęczyć bardziej niż kilka innych. Nie każdy w takim wieku da sobie z tym radę.

Jaki jest według Ciebie największy problem polskiej edukacji?
Jeżeli chodzi o pracę z uczniem, to powszechna ocenoza. Młody człowiek jest oceniany bardzo często, za często, z różnych przedmiotów. W jego kalendarzu nieustannie pojawiają się kartkówki i sprawdziany. Według mnie to, jak oceniamy i za co oceniamy, wymaga dużego namysłu i zorientowania pewnych rzeczy, które dzieją się w szkole. To jest odpowiedzialność nas, nauczycieli. Chciałbym zachęcić do głębszej refleksji na temat oceniania. Ucznia można też oceniać na zasadzie obserwacji, komunikacji zwrotnej, oceniania kształtującego, nie trzeba tego wyrażać zawsze w stopniach.

Ta powszechna ocenoza przekłada się także na uczniów. Oni często pytają: „Czy to jest na ocenę?”. Ocen oczekują też rodzice. Na zebraniach patrzą czasem jedynie na stopnie. Potem wszyscy narzekają, przeglądając kalendarze dziecka, w których pełno kartkówek i sprawdzianów, a i wszyscy tworzymy pewną presję wokół oceniania. Ta zmiana wymaga więc pedagogizacji zarówno nauczycieli, jak i rodziców oraz uczniów. Mam wrażenie, że wciąż niewiele osób rozumie, że ocena nie jest najważniejsza.

Natomiast jeśli chodzi o społeczno-polityczne problemy edukacji, to pojawiają się kolejne reformy, które nie są w ogóle konsultowane z praktykami, osobami, będącymi blisko uczniów. I to mnie martwi. Nie ma w ogóle potrzeby dialogu z nauczycielami, a podstawą dobrej szkoły jest kultura dialogu. Jeżeli nie ma jej na etapie budowania reform, to nie będzie jej też w polskiej szkole.

Międzykulturowe relacje mieszkańców Kazachstanu

Wideo

Materiał oryginalny: Nauczyciel Roku 2021: „Jestem niespokojny o polską szkołę”. O tym, co ważne w edukacji rozmawiamy z Dariuszem Martynowiczem - Strefa Edukacji

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie